Już pisałem o moim problemie z obsługą DVD-RAM w 4571A. Sprawdziłem wszystko, co mogło mi tylko przyjść do głowy. W systemie brak jakichkolwiek programów, które mogłyby się gryźć, próbowałem i pod sterownikiem i pod XP, w każdym możliwym systemie plików, przy formatowaniu szybkim i całkowitym, nawet chciałem pod Xubuntu live na tej płycie partycję FAT32 postawić i za każdym razem się nie da - zazwyczaj wyskakuje błąd przy 95% (system nie mógł dokończyć formatowania czy coś w tym stylu). Aby upewnić się, czy przypadkiem nie mam np. walniętej płyty (Panasonic) kupiłem jeszcze kilka Verbatimów i problem ciągle ten sam. Gdy pomysły się wyczerpały zapadła decyzja: Jedzie do serwisu!
Wczoraj wrócił do mnie. Na karteczce jaką dostałem z serwisu jest informacja, że naprawiony, "test OK", a w opisie problemu... "Nie nagrywa DVD"! Nie wiem co się podziało z fragmentem "-RAM" który jak sprawdzono znajdował się w informacji jaką wysłał sklep wraz z napędem. Tak więc albo serwisanci lubią stosować skróty, albo nie mają zielonego pojęcia o sprzęcie, który naprawiają. Tak czy inaczej wróciłem z nim do domu i podpiąłem, tutaj pojawiła się pierwsza niespodzianka - wgrany archaiczny bios 1-01. Druga niespodzianka - dwie (niewielkie co prawda, ale jednak) rysy jakie podczas wizyty w serwisie pojawiły się na tacce napędu. Nie wiem czy oni go nożem otwierali? I największa, niemiła niespodzianka: NAPĘD NADAL NIE DZIAŁA
Już zacząłem się zastanawiać czy to przypadkiem nie u mnie leży problem, ale wyeliminowałem wszystkie możliwe przyczyny, ludzie na forach i usenecie także nie mieli pomysłów, więc jedynym logicznym wyjściem jakie przychodziło do głowy jest uszkodzenie. Zadzwoniłem więc jeszcze raz do sklepu i zapytałem co robić - otrzymałem odpowiedź, że w takim razie najlepiej wysłać go JESZCZE RAZ.
Tak też zrobiłem, dla pewności dołączając jeszcze nieco dokładniejszy opis problemu napisany przeze mnie. Zastanawiam się, czy może nie przydałby się jeszcze jakiś podręcznik dla panów serwisantów, który wyjaśniłby im co to jest DVD-RAM i jak to działa. Mam jednak od dzisiaj wątpliwości, czy polskie serwisy są przygotowane do zajmowania się tak wysoką i skomplikowaną technologią, to trochę tak, jakby w średniowiecznej manufakturze kazać złożyć parowóz.
No cóż - kosztowało mnie to trochę nerwów, chodzenia po mieście przy wietrznej i deszczowej pogodzie i oczywiście czekania. A teraz szykuje się więcej tego czekania. Mam nadzieję, że wróci tym razem sprawny lub przynajmniej naprawiony.
A jeśli nie... Co powinienem robić? Federacja konsumentów? Rzecznik ochrony praw konsumenta lub coś takiego? Czy można zmusić sklep do wymiany sprzętu na nowy, sprawny z ich magazynu gdyby pojawiły się kolejne problemy?


LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedź z Cytatem

