Pełny Edit. Już wróciliśmy, cali i zdrowi. Po tylu latach prawdziwy urlop, tylko czemu jesteśmy tak zmęczeni? Pamiętnik z podrózy prezentujemy dla znajomych, co by to nie opowiadać po raz 50 całej podróżyNo i dla innych, którzy chcą jechać trasą podobną.
Założenia ogólne:
1) Łącznie 800 Euro. Nie wydać więcej niż 50 dziennie.
2) Bawić się dobrze.
3) Skoro jesteśmy samochodem, to wszystko, łącznie z zabytkami od wewnątrz, zwiedzamy z samochodu
Ogólnie trasa wyniosła 3340 km. Licząc średnio 40gr/km wychodzi 1400 PLN (350 Euro). Czyli jakieś 35 euro na dzień za benzynę przy założeniu wyjazdu na 10 dni. O jakże się myliliśmy sądząc że 50 euro dziennie wystarczy na przetrwanie
Dzień 1Trasa: Olsztyn, Mrągowo, Suwałki, Kowno (Kaunas)
Wyjazd z Olsztyna lekko opóźniony, wiadomo gorączka pakowania. W sumie wyjechaliśmy około 11 rano. Pełne tankowanie za 4.19 (ON95) i hajda! Trasa niezła, w stylu moich ulubionych, czyli lokalne drogi w jak najkrótszej linii do celu i niemiła niespodzianka. Nowy fotoradar, a ja właśnie chciałem wyprzedzaćCzy mamy pocztówkę? Zobaczymy
Szczęśliwie dojechaliśmy do Suwałk, szybki obiad w jakiejś knajpie w centrum, które rozbawiło nas do łez (niezła ulica, a jak się wejdzie od zaplecza to stoją drewniane rudery). Drugi zabawny element to kino.. Bałtyk
Cóż, może to jakiś kurort nadmorski?
Przekroczenie granicy i hajda. Jak to jest w zwyczaju drogi przygraniczne prowadzące do przejść są nieźle utrzymane. Więc po przekroczeniu granicy można było trochę docisnąć. Doszedłem do marnych 180km/h, zobaczyłem długi zakręt, więc stwierdziłem że można by zwolnić. A za zakrętem prawdziwy PsiakZakręt długi jak diabli, z 300m może więcej a on nas złapał. Macha lizakiem, no to zjeżdżamy. Popatrzył tylko na blachy i powiedział czysta polszczyzna: „Jaka ładna prędkość” i pokazał suszarkę z liczbą 123km/h
Po chwili rozmowy wyszło na to że ograniczenie wynosi 90kmh, czyli troszkę przekroczyliśmy. Po dłuższym tłumaczeniu że jesteśmy biednymi, bezdomnymi i w ogóle studentami, oraz po podaniu dokumentów z wkładką 30 euro można było kontynuować podróż.
Do Kowna dotarliśmy około 18. Od razu udało nam się trafić do samego centrum, choć po drodze troszkę błądziliśmy. Jedną z ulic jechaliśmy chyba ze 3 razy, w odstępie jakiś 10 minut. Wspominam o tym dlatego, że leżał tam na chodniku jakiś człowiek, a ludzie jakby nigdy nic przechodzili nad nim, nie zwracając w ogóle nań uwagi. Co kraj to obyczaj
Zaparkowaliśmy tuż za pięknym kościołem. Po jego drugiej stronie znajduje się bardzo długi deptak prowadzący aż nad Niemen, tak na oko ze 2-3 km długości. Wszystko bardzo ładnie zadbane. Kamienice nieźle utrzymane, zabytki zakonserwowane. Trochę męcząca była obecność policji na każdym kroku. Co chwilę słychać było syreny i kolejny samochód do kontroli. Ale nic to, może zostało im po starym systemie?
Zakwaterowanie z obowiązkowym parkingiem strzeżonym udało nam się znaleźć w hotelu tuż przy samym deptaku, za 100 litów. Jakoś tak wyliczyliśmy że 1 LIT=70 groszy. Zachwyceni cenami i hotelu i innych artykułów zwiedziliśmy najważniejsze miejsca Kowna i po 22 wróciliśmy do pokoju. Przywitał nas olbrzymi grzyb na suficie.
Nic to, grunt to wytrwałość. Łazienka utrzymana w stylu późnego ZSRR oferowała jeden kran dla wanny i umywalki i dwie temperatury wody. Zimna i lodowato zimna. Ukoronowaniem wszystkiego był obity pluszem i zapakowany do drewnianej skrzyni telewizor.
Pomijamy uroki mycia. Ciekawe tylko czy słychać było nasze krzyki gdzieś dalej niż na piętrze
Dzień 2Kaunas, Pagegiai, Silute, Klaipeda, Palanga, Liepaja
Wyjazd z Kowna w miarę dobry. Kierujemy się drogą nr 141. Trzeba nauczyć się nowego słowa, które będzie towarzyszyć nam przez całą dalszą drogę przez Litwę. Owo słowo klucz to APYLANKA, czyli objazd. Nadużywany znak, ale przynajmniej strzałki prowadzą na dobrą drogę. Oznaczenie miejscowości itd. również nieznacznie gorsze niż w Polsce.
Trasa którą jechaliśmy to typowo widokowy fragment. Przez większość czasu jedzie się nad samym Niemnem, bardzo urocza rzeka.
Po drodze zwiedzaliśmy wszystko co było ciekawsze. Czyli najpierw Raudones Pilis. Śliczny zamek, z zabudowaniami gospodarczymi, sadem, stawem, parkiem.
Staraliśmy się również bardzo dotrzeć do delty Niemna, ale mimo wielu prób po prostu nam się nie udało. Źle oznakowane to wszystko, w sumie napsuliśmy sobie krwi tylko. Następny przystanek to Palanga.
Największy Litewski kurort nadmorski. Miasto tętniło życiem. Po obiadku w bardzo dobrej knajpie Chili Pica przeszliśmy się bardzo długim molem wchłaniając jodowane powietrze (tak mówią) Pora jechać dalej. W planach nocowanie również w nadmorskiej miejscowości, tyle że na Łotwie.
Przekraczamy granicę z Łotwą. Od razu słychać, koła protestują, amortyzatory i sprężyny błagają, a droga się z nich śmiejeJeżeli uważacie, że w Polsce są złe drogi – zapraszamy na Łotwę. Nie chodzi tu tylko o stan dróg, który jest tragiczno-skandaliczny, gdzie tzw. traktów pylnych jest 70% ogółu dróg… Ale również o oznakowanie, cięcia w budżecie, lub ministerstwo obrony zabroniło stawiania znaków z nazwami miejscowości, nazwami dróg i kierunkowskazami. Oczywiście dotyczy to również znaków poziomych, pasów nie chce się chyba im malować, linii ciągłych czy przerywanych też nie ma, a co ważne dominują pojazdy z lat 70
Przykład. Droga o szerokości 5-6 pasów… żadnych znaków. Skręt w lewo/prawo/prosto. Dwa paciorki i jedziemy. W tym samym miejscu byliśmy jeszcze 6 razy (słownie – SZEŚĆ). Tu nie chodzi o oznakowanie czy coś. Po prostu mapy na Łotwie pełnią raczej funkcje sugestywne. Czyli tu „może być” taka miejscowość/ulica/zabytek. Ale nie musiKierunkowskazy na miejscowości też mają raczej charakter ballady o miejscowości XXX, bo jak się jedzie dalej za wskazaniami, to w najlepszym wypadku po wszystkich objazdach ląduje się w tym samym miejscu. Po jakimś czasie przestaliśmy zwracać uwagę na objazdy, co uprościło jazdę w stopniu znacznym.
Zwiedzanie Liepaji było szybkie. Wyskok nad morze. Wody! Wody! Wykąpać się. A tutaj niespodzianka cała tafla pokryta czarną warstwą szlamu, który kiedyś był glonami. Na brzegu tyle samo i jeszcze więcej! Czyli z kąpieli w Bałtyku nici.
W Liepaji mieliśmy nocować. Mieliśmy, bo ceny hoteli nas po prostu rozwaliły na kawałki. Za zwykłą „dwójkę” średnio 10 Łatów od osoby (1 Łat to około 7 PLN). Nasze założenia finansowe nie pozwoliły jednak na to, więc cofnęliśmy się kawałek. Jakieś 10 km przed Lipawą, na wąskim kawałku lądu pomiędzy Bałtykiem a jeziorem Lipawskim (Liepajas ezeres) znaleźliśmy camping. 2 Łaty od osoby plus 1 łat za auto. Trzeba było rozbić namiot. Pole znajdowało się nieopodal elektrowni wiatrowej, tuż przy ruchliwej drodze Via Baltica.
Ostatni raz namiot rozbijałem może z 15 lat temu. Tym razem miałem motywację. Spać. Słońce już zaszło, księżyc zaczął wschodzić. A ja zabieram się za namiot. Przy świetle latarki przeglądam skróconą instrukcję, napisaną w języku polskim, ale zawierającą słowa z którymi jak nie-harcerz, nie miałem okazji się zetknąć. Po 30 minutach prób i błędów namiot stał. Nie mogę tu pominąć faktu obecności komarów. Było ich tyle że nie dało się oddychać bez zaciągnięcia kilkuSkładanie namiotu dopingował fakt, że komary miały w swoich komarowych dupach fakt, że spryskaliśmy się od stóp do głów Off’em. Dało to tyle, co nic, jak gryzły, tak gryzły.
Namiot stoi, pora napompować nabyty w supermarkecie materac, wraz z którym nabyto pompkę. Marta stwierdziła, że pompka się sama zepsuła i pobiegła do samochodu wybijać tam resztki komarów. Naprawiłem pompkę i po kwadransie spanie było ok.
Poranek. Ból głowy. Kręgosłupa. Auuu. Ból egzystencji. Godzina 5 rano. W nocy było zimno, drogą jeździła kupa samochodów, a wiatrak w tle wydawał regularny szum. Równie dobrze mogliśmy nie spać. Aha. Na campingu był prysznic. W nim niespodzianka. Przy kurku napis AUTO 35C. Jeżeli myślisz, że chodzi o to, że woda ma zawsze 35C to się myliszWoda miała temperaturę z zakresu 5-35C, o tym jak się korzysta z takiego prysznica nie będę nawet wspominał
Dzień 3Trasa: Znowu Łotwa. Liepaja, Kuldiga, Jurmala, Riga, Sigulda.
Pobudkę opisałem już w dniu poprzednim. Pora zjeść żelazną rację w wykonaniu dzieci z Chin (zupka). Kierunek Kuldiga.
Dotarliśmy w miarę szybko, po drodze miła niespodzianka. Wszyscy kierowcy dają sygnał. Po chwili widzimy policyjną ładę (odpowiednik naszego „dużego” fiata). Kuldiga to bardzo malownicze miasteczko nad rzeką Venta. Znajdują się tutaj trzy warte zobaczenia zabytki. Most ceglany, jeden z najdłuższych w Europie.
Najszerszy wodospad w Europie (Ventas Rumba) o długości 249m. Co ważne – można się w nim kąpać, co udowodnili tubylcy
Najwyższy wodospad na Łotwie. Nic ponad normę, no chyba że powiem o dostępie, żeby zrobić zdjęcie na którym cokolwiek widać z owego wodospadu trzeba zaryzykować życie. Pod krzakiem, na występie z gliny, pomiędzy gałęziami. W jakiś sposób żyję i mam zdjęcie
Jedziemy dalej. Cel Jurmala, część trasy prowadzi sławnymi traktami pylnymi. Jeżeli ktoś lubi jazdę po szutrach, to tutaj będzie miał jak w domu. Ja uwielbiam, ale nie powiem, że chciałbym również kiedyś przejechać się po takim trakcie czymś z aktywnym dyferencjałem na 50/50 mocy. Cóż, marzeniaPrzez dużą część trasy towarzyszy nam po obu stronach drogi relikt poprzedniej epoki. Barszcz Sosnowskiego, miał być magiczną rośliną. Nie, nie – nie zamieniającą metal w złoto, ale prawie. Dzięki świetnej aklimatyzacji w naszych warunkach oraz bardzo szybkim przyrostom i olbrzymim rozmiarom (do 4m) była idealna do robienia z niej kiszonki dla trzody. Problemy były dwa. Trzoda miała potworne wzdęcia po takiej kiszonce
I w rezultacie w ogóle nie chciała tego jeść a po drugie – barszcz powodował dotkliwe poparzenia skóry. (podając za Panią M. Jakóbczyk: „U ludzi, zetknięcie skóry z tymi roślinami wywołuje uczulenia na promienie słoneczne. Powodowane jest to obecnością w roślinach furanokumaryny, będącej prenylowaną formą kumaryny. Substancja ta rozpuszczalna w tłuszczach i rozpuszczalnikach organicznych występuje jako składnik olejków eterycznych, które mogą przenikać przez skórę wywołując efekt fotodynamiczny i prowadząc w konsekwencji do poważnych oparzeń z martwicą skóry włącznie.” Miałem kiedyś kontakt 1 stopnia z barszczem i do dzisiaj mam blizny
Po obu stronach drogi po horyzont mamy łany barszczu. Ktoś chce iść na spacer albo siusiu?
Pora na obiad. Zatrzymujemy się przy spalonym młynie, oczywiście nadal na trakcie pylnym. Masło kupione w markecie ma teraz formę płynną. Dobry chlebek polewamy masłem i razem z powidłami jemy. Ale nie ma tak lekko. Co pare minut przejeżdża jakiś samochód i wzbija tumany kurzu. Czyli do kanapki dodajemy również kwarc
Już jesteśmy w Jurmali. Zmęczeni po drogach pylnych, poszukujemy kąpieliska. Trafiamy na park rozrywek akwaidalnych Nemo. Harcom nie było końca. Pomijam kwestie bezpieczeństwa i fakt że aby nie urwać dziecku głowy musiałem zrobić szpagatNareszcie woda. Ale nie ma lekko. Dzisiaj jeszcze 150km do zrobienia. Jedziemy do Siguldy, przez Rygę.
Mają nawet ładny Pałac Kultury, tylko skąd my go pamiętamy?
Dojazd prosty. Poradnik Pascala poleca hotel tuż koło zamków, przy samych jaskiniach itd. Same atrakcje. Szukamy hotelu. Tu gdzie miał być stoi jakiś rozwalający się relikt poprzedniej epoki (drugi tego samego dnia). Blok w środku lasu. Napis remont. W byłej stołówce napis świadczący że owa ruina to hotel w którym mieliśmy mieszkać. Dobrze że jest nieczynny. Wracamy do Siguldy. Mamy nocleg, miejsce piękne, hotel **** gwiazdki i kryty strzechą. Lux! Czy wspominałem o tym że na Łotwie gwiazdki hotele przyznają sobie same?
Wszystko fajnie, tylko woda śmierdzi
Okazało się że zawartość tlenku metalu w wodze jest taka że rdza osadza się na dnie szklanki
ALE! Po raz pierwszy od trzech dni widzimy ciepłą wodę. Łzy w oczach
Dzień 4Trasa: Sigulda, Valmiera, Ainazi, Parnu.
Zwiedzanie Siguldy. Rejon oszałamia wręcz widokami. Nad wspaniałą doliną rozlokowano aż 4 zamki i pałace.
Nad tą samą doliną znajduje się most i nad nim kolejka linowa. Masa atrakcji, trzeba wcześnie wstać. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy. O 11 byliśmy już na nogach i to dosłownie. Najpierw pomysł żeby skorzystać z kolejki linowej i zrobić zdjęcia z góry całej dolinie. Wszystko pięknie. 3 Łaty zostawione w kasie i jedziemy.
Piękny widok, ohh i ahh. Dojeżdżamy na druga stronę. Miła pani kierowniczka składu czeka aż ostatnia osoba wysiądzie i błyskiem zamyka drzwi. Wszyscy osłupiali patrzą jak wagonik znika w daliNo i pora skorzystać z nóg. Ze 3 km po krętym górzystym terenie. Widzimy sławne jaskinie, most z dołu i w końcu docieramy do miejsca skąd kolejka odjeżdża, tylko tyle że na górę wiedzie jakieś 500 stopni, jest stromo… Marta wymięka w połowie, mam ją nieść. Mój śmiech spłoszył ptactwo leśne
Ja też padam. Ale po kwadransie jesteśmy na górze. Czy mieliśmy za złe Pani w kasie że nie powiedziała o tym że wycieczka w jedną stronę? Tak! Ale nie powiem, co mówiliśmy na ten temat, bo wątek ten czytać mogą nieletni
(Edit by Marta: patrz pkt 3 założeń autorstwa Slawka)
Dotarliśmy do samochodu. Głupie, ale stał na nasłonecznionym miejscu… Spoceni wsiadamy do sauny…
Pora zobaczyć odbudowany zamek. Jaka ładna wieża! Jasne że wchodzimy! Tup, tup, tup… kolejne 400 stopni. Widok może i ładny, ale nogi miałem już w uszach.
Pora obiadowa, niedaleko świetna restauracja, skorzystaliśmy. Ceny akceptowalne. Nazwa nieznana
Ostatni etap Siguldy, czyli sanatorium mieszczące się nad tą samą doliną, w bardzo ładnym pałacu. Pora jechać dalej. Zmęczeni jesteśmy mimo wczesnej pory już bardzo. A tutaj trasa wiedzie już do Estonii. Trzeba dojechać do Parnu.
Żegnamy się nareszcie z łotewskimi drogami i wjeżdżamy do kraju, który uważa się sam za SkandynawięChyba na tej samej zasadzie, co hotele na Łotwie nadają sobie gwiazdki
Ale fakt że różnica jest ogromna. O ile Litwa i Łotwa to tak naprawdę dawna Polska i wszystko tutaj takie samo jak u nas, to w Estonii Polaków nie było nazbyt długo
Widać od razu różnice w stylu budowania. Docieramy do Parnu. Ceny z kosmosu, zwłaszcza hoteli.
Może wyjaśnię „z kosmosu”, wyjeżdżając tu spodziewaliśmy się zastać poziom cen o przynajmniej próg niższe od naszych
No nic, hotele to porażka. Szukamy dalej. Marta przypomina sobie że wcześniej na trasie przed Parnawą widziała camping. No to jazda. Docieramy na miejsce.
Za 500 koron wynajmujemy bardzo elegancki domek w skład którego wchodzą kuchnia, sypialnia, łazienka oraz SAUNA. Jak pomyśleli tak zrobili i zamieszkali w saunie na stałe. THE END. No cóż to zbyt piękne ktoś musi przecież wrócić do Polski
Ale sauna to piękna sprawa, zwłaszcza że filozofia budowy jest banalna. A ten efekt... Po tylu latach znowu w saunie. Ehh, po prostu luksus. Pora spać, jutro cel odległy i ważny – Tallinn.
Dzień 5Trasa: Parnu, Tallinn, Paldiski, Haapsalu, Parnu.
Zdecydowaliśmy że obecne lokum w zupełności nam odpowiada i jest dobrą bazą wypadową do zobaczenia tego co chcemy. Początek dnia od pożywnego śniadanka z naleśnikami i jazda. Docieramy do Talina. Nareszcie mapy znowu działają i wiemy, gdzie jesteśmyCo za miła odmiana po Łotwie. Oczywiście co kraj to obyczaj i własne znaki drogowe, jak zobaczyliśmy ten, to nie mogłem dalej prowadzić, bo tak mnie brzuch ze śmiechu bolał:
Dojeżdżamy do Tallińskiej starówki. Jakieś parkomaty, kto by zwracał na to uwagęJakie ładne to, jakie ładne tamto. Wszystko ładne. O jakiś kościół, jaka ładna wieża.
Można wejśćSuper! Tup, tup… i tak prawie 500 razy… docieramy na wysokość około 100m. Nogi w pępkach. Jakiś Włoch człapał za nami i wydał z siebie na koniec „Alleluja!”
Widok wart wspinaczki. Wszystko sfotografowane z góry.
Schodzimy. Kropla deszczu spada na rękę. Za nią 3, 5 i 10… a za nimi wiadroLeje jak z cebra, koniec zwiedzania
Jemy obiad i żegnamy się z Talinem z bólem serca. Ale tu jeszcze kiedyś wrócimy na dłużej. Jedziemy dalej. Docieramy nad wspaniałe klify.
Nad nimi parking. Chwytamy aparat i schodzimy z parkingu tuż nad samo morze. Wali rybami na 100km. Smród aż mdli, ale widok bardzo ładny. Chodzimy przez kwadrans i wracamy. Na klifie stoją państwo młodzi i goście. Piją szampana i rzucają życzenia w formie samolocików na wiatr. Bardzo to romantyczne… Napisaliśmy coś od siebie i dodaliśmy do walającej się poniżej makulatury. Spełni się na pewno.
W drogę. Jedziemy kolejny kawałek na największy wodospad Estonii. Jest naprawdę piękny. Tylko czemu moje drzwi już się nie zamykają ? Kluczyk nie wchodzi do końca… Co jest grane? A co to za dziwne nacięcie we wkładzie? Pot na czole. K#%$#% wiem!
Jak sobie romantycznie hasaliśmy po klifach to ktoś próbował zaje#$@ nasze auto! Całe szczęście widać że Estończycy to partacze, bo łamak im się złamałAle już czujemy stres. Jak tu teraz zostawiać auto, jak ktoś może je zwinąć? W sumie sprawa prosta, centralny jest, od pasażera można zamykać, a teraz nikt już nie da rady się włamać od mojej strony
Dobra. Obok wodospadu jest wiszący most. Nowożeńcy mają w zwyczaju zawieszać na nim kłódki z dniem ślubu oraz imionami. Cały most aż się ugina, mimo że kłódki nie są aż tak stare… bo najwyżej sprzed 2-3 lat…
Lecimy dalej. Paldiski. Stara latarnia, nowa latarnia i klify. Jedzie się do tego przez miasto duchów. Do 1992 zamknięte dla cywili, nie było na żadnych mapach. Obiekt szkoleniowy marynarki wojennej ZSSR. Koniec Świata albo nawet dalej. A tutaj roboty drogowe. Okazuje się że na owy koniec świata i dalej wylewany jest cały nowy dywan asfaltu… To znaczy dbać o dojazd do zabytków. Widok z klifów piękny. Wszystko lux… no cóż, wracamy. Przejeżdżamy już tylko koło rafinerii (a może wspomogą kropelką?)
Padise okazało się czarnym koniem tego dnia. Stary klasztor z 1240 roku. Zbudowany z białych kamieni. Częściowo rozsypujący się i będący aktualnie w remoncie obiekt klasy zerowej. Zwiedzanie go dostarczyło niesamowitych wrażeń, czego nie oddadzą żadne zdjęcia. Prawdziwa ruina którą można było zobaczyć z każdej perspektywy…
Kolejny punkt to zamek w Haapsalu. Również w trakcie renowacji. Zwiedzaliśmy go już o zmroku. Płonęły pochodnie i świece tworząc mistyczną atmosferę którą uzupełniał odbywający się właśnie koncert muzyki średniowiecznej.
Przy okazji zgłosiliśmy na policję próbę kradzieży auta. Co ciekawe nawet nie dostaliśmy pałą ani nie wsadzili nas do aresztu na kilka dni, cóż może miałem zbyt złe zdanie o republikach post-sowieckich ?
Wracamy do Parnu. Jest 23. Po dniu pełnym wrażeń, przyjdzie nam się zmierzyć jeszcze z trzema ledwo trzymającymi się na nogach panami. Parkujemy autko pod krzakiem, zmykamy do domku, i słyszymy jakieś zamieszanie. Z domku obok wynurzają się wspomniani panowie, jak się okazało parę piw później, uczestnicy doszkalania na międzynarodowe prawo jazdy, i obwą****ą nasz samochód, a zwłaszcza pod kątem rejestracji, po czym słyszymy sabaka!. Myślimy że nas wyzywają za jakieś dawne związki z wiadomym związkiem, ale…. Po chwili słyszymy w zdaniach „Czietyrej tankisty i sobaka” no i się zaczęło spotkanie na szczycie. Korzystając z języków rosyjskiego, angielskiego, estońskiego, niemieckiego i migowego udało nam się dogadaćIle śmiechu było to historia, ubaw po pachy. Zaprosili nas na wyspę z której pochodzą – Saarema. Niestety z braku czasu i gotówki ten punkt musi poczekać do następnego roku.
Rozpalamy w saunie i wypoczywamy. Ehh, Estonia
Dzień 6Trasa: Parnu, Valka(Valga), Ryga, Jelgava.
Żegnamy się już definitywnie z tym wspaniałym noclegiem. Jedziemy do przejścia Valka (Valga), zwiedzamy wszystko w drodze. Dużo tego było, ale nic co by zaparło dech w piersi. Wracamy do Łotwy. To boli. Jedziemy do Rygi. Znowu jedziemy na wyczucie („Ciekawe kto tu MIAŁ pierwszeństwo?”; „Jak miniemy XXX ulicę to skręcamy w YYY” „XXX minęliśmy 10 minut temu….”) Parkujemy w bardzo bezpiecznym miejscu. Patrzy na nas z 10 kamer. Żeby zaparkować musiałem wjechać w zakaz wjazdu i stanąć na zakazie, ale kto by na to patrzył?
Lepiej niż na parkinug strzeżonym. Zwiedzamy. Wszystko ciekawe, ładne. No cóż, miasto jak miasto… Wracamy powoli do auta i zaczynamy zwracać uwagę na znaki i inne takie. Okazuje się że dookoła naszego auta są: Skarbiec Państwowy, Bank centralny, parlament i pałac prezydenta
Już wiemy po co te kamery i zakaz zatrzymywania i postoju
![]()
O Rydze powiedzieć trzeba jedno. Tutaj wytwarzane jest 70% krajowego PKB. Ryga jest droga. Nawet byle fastfood jest pioruńsko drogi. Najlepiej wziąć suchary…
Jesteśmy załamani, próbujemy wyjechać z Rygi do Jurmali żeby tam szukać noclegu. Jurmala znajduje się kilka kilometrów od Rygi. Jest to bardzo rozwinięty i ciągnący się kilometrami kompleks turystyczny. Są tu też domy letnie najbogatszych… No i hotele. Ile może kosztować zwykła „dwójka” ? Średnio 100 łatów (600 pln)… Szczęki zebrane z podłogi. Kierujemy się znakami. „O hotel!”, idę do recepcji i okazuje się że to szpital. Ehhh… Łotwa, trzeba coś jeszcze dodać? Omijać! Z determinacją stwierdzam że dotrzemy do do celu podróży, czyli do Jelgavy. Wydaje się to proste? Nie na Łotwie, pamiętacie co pisałem o mapach? Tak samo jest tutaj. Po ponad godzinie błądzenia wyjeżdżamy na drogę do Jelgavy. Jest już około 1 nad ranem gdy docieramy na miejsce. Marta znajduje w Paskalu info o tym że w Jelgavie nie ma bazy turystycznej…. Tylko jeden hotel.. Jak tam cholera trafić w środku nocy? Jedziemy na stację, może tam nam pomogą. Boże jest już tragicznie! Stacja samoobsługowa. Stoi jeden samochód. Jakaś pani pod 50. Myślę „jesteśmy zgubieni”, jak mamy się dogadać? „Hi do you speak English?; Yes, ofcourse, What can I do for you?” ręce mi opadły. O pólnocy spotkać tu kogoś kto mówi po angielsku.. I po PolskuTrafiliśmy na miejsce. 32 łaty za apartament. A co, trzeba się cholera wyspać! Jest naprawdę dobrze. Apartament jest w zamkniętej części hotelu. Niesamowite.
Dzień 7Trasa: Jelgava, Pilsrundale, Riga, Jelgava.
Dzień z założenia do odpoczynku. Musimy jechać do Rygi zmienić kasę, bo wszystko zamknięte. Chcemy jechać też zobaczyć najwspanialszy pałac na Łotwie a może i na całych inflantach ?
Wstajemy około 10. Śniadanie. Powoli dochodzimy do siebie. Lecimy do Pilsrundale. Dojazd jak na łotewskie oznaczenia całkiem OK. Zwiedzamy jakieś tam poboczności i docieramy do Pałacu.
Warto zobaczenia na żywo. Ale za 10 lat. Bo teraz remonty, remonty i jeszcze raz remonty. Ogród jest odbudowywany. Będzie naprawdę piękny. Ale niestety za jakiś czas. Mimo to miejsce jest obowiązkowym punktem do zobaczenia. Reszta dnia upłynęła na dotarciu do Rygi, obłowieniu się w miejscowym markecie w łakocie i odespaniu. Fajna sytuacja była w markecie:
Ja: Hi, do sou speak English?
Ekspedientka: No… Gawaricje pa ruski?
Ja: Niemnoszko….
Śmiechu mieliśmy na 10 minut
Aha, no i udało mi się zrobić zdjęcie takiemu oto zabytkowi
Dzień 8Trasa: Jelgava, Eleia, Meitene, Panevezys, Vilnius, Troki, Mariampol, Igliski, Budzisko, Suwałki, Augustów, Ełk, Olsztyn.
Nareszcie wydostajemy się z Łotwy. Co jak co, ale ten kraj w ogóle nam nie odpowiadał. Przekraczamy granicę i kierujemy się do Wilna. W trasie jeszcze wstępujemy na Górę krzyży pod Szawle.
Miejsce w którym na bardzo małej przestrzeni zgromadzono ponad 60.000 krzyży. Gdy mocniej wieje wiatr krzyże zaczynają się obijać o siebie, co wraz z widokiem takiej ilości krzyży wywołuje ciarki. Niewątpliwie prawdziwe przeżycie duchowe.
Droga wiedzie autostradą niespotykanego rodzajuDwa pasy i awaryjny… Dziwne, bo przyzwyczajony jestem do tego że autostrada musi mieć 3+1… Cóż, co kraj to obyczaj. Nareszcie można trochę docisnąć. Szukamy królika który ściągnie na siebie uwagę praworządnych i po chwili JEST! VW Phateon (taka vectra). Koleś próbuje się urwać, Marta zaczyna się trzymać mocniej. Doszliśmy do 196kmh i po pewnym czasie facet sobie odpuścił (czyt. królik się zepsuł)
W takim tempie błysk i jesteśmy w Wilnie. Zwiedzamy Wilno, tempo szybkie.
Ostra brama, kilka najważniejszych zabytków. I zaczynamy liczyć zawartość portfela. Okazuje się że jesteśmy bardzo mocno w plecy. Pada decyzja. Wracamy do domu.
Cóż, mus to mus. Jedziemy jeszcze przez Troki. Jeden z najpiękniejszych zamków, świetnie odrestaurowany. Olbrzymie znaczenie ma tutaj lokalizacja zamku na wyspie. Szkoda że nie miałem statywu, ale i tak właśnie tutaj skończyły się nam baterie.
Lecimy dalej. 14km przed Mariampolem na środku drogi w jakiejś wsi leżą zwłoki. Widok nieciekawy. Zwalniam. Widzę że zamiast butów wystaje… słomaDo okoła brak śladów szkła po ewentualnym wypadku. Szybka decyzja, redukcja na 2 i z piskiem lecimy dalej. Zgłosimy w Mariampolu na komisariacie że ktoś próbuje wyciągać auta. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Tym razem również nie dostaliśmy pałą policyjną
A w zamian za pomoc dostaliśmy eskortę policyjną do granic miasta
Dalsza droga przebiegła już bez ekscesów.
Po tylu latach nareszcie był prawdziwy urlop, tylko dlaczego jesteśmy aż tak zmęczeni ?
Aha, a w Polsce zaskoczenie – benzyna za 4.49 za ON95! Szara rzeczywistość….


LinkBack URL
About LinkBacks











































Odpowiedź z Cytatem
