+ Odpowiedz na ten temat
Pokaż wyniki od 1 do 16 z 16

Temat: Wakacje, plan

  1. #1
    Redaktor SoBal zero jak zero Avatar SoBal
    Zarejestrowany
    17.Dec.2003
    Skąd
    Gady
    Postów
    2,120

    Domyślnie Wakacje, plan, powrót

    Pełny Edit. Już wróciliśmy, cali i zdrowi. Po tylu latach prawdziwy urlop, tylko czemu jesteśmy tak zmęczeni? Pamiętnik z podrózy prezentujemy dla znajomych, co by to nie opowiadać po raz 50 całej podróży No i dla innych, którzy chcą jechać trasą podobną.

    Założenia ogólne:
    1) Łącznie 800 Euro. Nie wydać więcej niż 50 dziennie.
    2) Bawić się dobrze.
    3) Skoro jesteśmy samochodem, to wszystko, łącznie z zabytkami od wewnątrz, zwiedzamy z samochodu

    Ogólnie trasa wyniosła 3340 km. Licząc średnio 40gr/km wychodzi 1400 PLN (350 Euro). Czyli jakieś 35 euro na dzień za benzynę przy założeniu wyjazdu na 10 dni. O jakże się myliliśmy sądząc że 50 euro dziennie wystarczy na przetrwanie

    Dzień 1
    Trasa: Olsztyn, Mrągowo, Suwałki, Kowno (Kaunas)

    Wyjazd z Olsztyna lekko opóźniony, wiadomo gorączka pakowania. W sumie wyjechaliśmy około 11 rano. Pełne tankowanie za 4.19 (ON95) i hajda! Trasa niezła, w stylu moich ulubionych, czyli lokalne drogi w jak najkrótszej linii do celu i niemiła niespodzianka. Nowy fotoradar, a ja właśnie chciałem wyprzedzać Czy mamy pocztówkę? Zobaczymy
    Szczęśliwie dojechaliśmy do Suwałk, szybki obiad w jakiejś knajpie w centrum, które rozbawiło nas do łez (niezła ulica, a jak się wejdzie od zaplecza to stoją drewniane rudery ). Drugi zabawny element to kino.. Bałtyk Cóż, może to jakiś kurort nadmorski?
    Przekroczenie granicy i hajda. Jak to jest w zwyczaju drogi przygraniczne prowadzące do przejść są nieźle utrzymane. Więc po przekroczeniu granicy można było trochę docisnąć. Doszedłem do marnych 180km/h, zobaczyłem długi zakręt, więc stwierdziłem że można by zwolnić. A za zakrętem prawdziwy Psiak Zakręt długi jak diabli, z 300m może więcej a on nas złapał. Macha lizakiem, no to zjeżdżamy. Popatrzył tylko na blachy i powiedział czysta polszczyzna: „Jaka ładna prędkość” i pokazał suszarkę z liczbą 123km/h
    Po chwili rozmowy wyszło na to że ograniczenie wynosi 90kmh , czyli troszkę przekroczyliśmy. Po dłuższym tłumaczeniu że jesteśmy biednymi, bezdomnymi i w ogóle studentami, oraz po podaniu dokumentów z wkładką 30 euro można było kontynuować podróż.
    Do Kowna dotarliśmy około 18. Od razu udało nam się trafić do samego centrum, choć po drodze troszkę błądziliśmy. Jedną z ulic jechaliśmy chyba ze 3 razy, w odstępie jakiś 10 minut. Wspominam o tym dlatego, że leżał tam na chodniku jakiś człowiek, a ludzie jakby nigdy nic przechodzili nad nim, nie zwracając w ogóle nań uwagi. Co kraj to obyczaj


    Zaparkowaliśmy tuż za pięknym kościołem. Po jego drugiej stronie znajduje się bardzo długi deptak prowadzący aż nad Niemen, tak na oko ze 2-3 km długości. Wszystko bardzo ładnie zadbane. Kamienice nieźle utrzymane, zabytki zakonserwowane. Trochę męcząca była obecność policji na każdym kroku. Co chwilę słychać było syreny i kolejny samochód do kontroli. Ale nic to, może zostało im po starym systemie?
    Zakwaterowanie z obowiązkowym parkingiem strzeżonym udało nam się znaleźć w hotelu tuż przy samym deptaku, za 100 litów. Jakoś tak wyliczyliśmy że 1 LIT=70 groszy. Zachwyceni cenami i hotelu i innych artykułów zwiedziliśmy najważniejsze miejsca Kowna i po 22 wróciliśmy do pokoju. Przywitał nas olbrzymi grzyb na suficie.


    Nic to, grunt to wytrwałość. Łazienka utrzymana w stylu późnego ZSRR oferowała jeden kran dla wanny i umywalki i dwie temperatury wody. Zimna i lodowato zimna. Ukoronowaniem wszystkiego był obity pluszem i zapakowany do drewnianej skrzyni telewizor.


    Pomijamy uroki mycia. Ciekawe tylko czy słychać było nasze krzyki gdzieś dalej niż na piętrze

    Dzień 2
    Kaunas, Pagegiai, Silute, Klaipeda, Palanga, Liepaja

    Wyjazd z Kowna w miarę dobry. Kierujemy się drogą nr 141. Trzeba nauczyć się nowego słowa, które będzie towarzyszyć nam przez całą dalszą drogę przez Litwę. Owo słowo klucz to APYLANKA, czyli objazd. Nadużywany znak, ale przynajmniej strzałki prowadzą na dobrą drogę. Oznaczenie miejscowości itd. również nieznacznie gorsze niż w Polsce.
    Trasa którą jechaliśmy to typowo widokowy fragment. Przez większość czasu jedzie się nad samym Niemnem, bardzo urocza rzeka.


    Po drodze zwiedzaliśmy wszystko co było ciekawsze. Czyli najpierw Raudones Pilis. Śliczny zamek, z zabudowaniami gospodarczymi, sadem, stawem, parkiem.


    Staraliśmy się również bardzo dotrzeć do delty Niemna, ale mimo wielu prób po prostu nam się nie udało. Źle oznakowane to wszystko, w sumie napsuliśmy sobie krwi tylko. Następny przystanek to Palanga.


    Największy Litewski kurort nadmorski. Miasto tętniło życiem. Po obiadku w bardzo dobrej knajpie Chili Pica przeszliśmy się bardzo długim molem wchłaniając jodowane powietrze (tak mówią ) Pora jechać dalej. W planach nocowanie również w nadmorskiej miejscowości, tyle że na Łotwie.
    Przekraczamy granicę z Łotwą. Od razu słychać, koła protestują, amortyzatory i sprężyny błagają, a droga się z nich śmieje Jeżeli uważacie, że w Polsce są złe drogi – zapraszamy na Łotwę. Nie chodzi tu tylko o stan dróg, który jest tragiczno-skandaliczny, gdzie tzw. traktów pylnych jest 70% ogółu dróg… Ale również o oznakowanie, cięcia w budżecie, lub ministerstwo obrony zabroniło stawiania znaków z nazwami miejscowości, nazwami dróg i kierunkowskazami. Oczywiście dotyczy to również znaków poziomych, pasów nie chce się chyba im malować, linii ciągłych czy przerywanych też nie ma, a co ważne dominują pojazdy z lat 70
    Przykład. Droga o szerokości 5-6 pasów… żadnych znaków. Skręt w lewo/prawo/prosto. Dwa paciorki i jedziemy. W tym samym miejscu byliśmy jeszcze 6 razy (słownie – SZEŚĆ). Tu nie chodzi o oznakowanie czy coś. Po prostu mapy na Łotwie pełnią raczej funkcje sugestywne. Czyli tu „może być” taka miejscowość/ulica/zabytek. Ale nie musi Kierunkowskazy na miejscowości też mają raczej charakter ballady o miejscowości XXX, bo jak się jedzie dalej za wskazaniami, to w najlepszym wypadku po wszystkich objazdach ląduje się w tym samym miejscu. Po jakimś czasie przestaliśmy zwracać uwagę na objazdy, co uprościło jazdę w stopniu znacznym.


    Zwiedzanie Liepaji było szybkie. Wyskok nad morze. Wody! Wody! Wykąpać się. A tutaj niespodzianka cała tafla pokryta czarną warstwą szlamu, który kiedyś był glonami. Na brzegu tyle samo i jeszcze więcej! Czyli z kąpieli w Bałtyku nici.

    W Liepaji mieliśmy nocować. Mieliśmy, bo ceny hoteli nas po prostu rozwaliły na kawałki. Za zwykłą „dwójkę” średnio 10 Łatów od osoby (1 Łat to około 7 PLN). Nasze założenia finansowe nie pozwoliły jednak na to, więc cofnęliśmy się kawałek. Jakieś 10 km przed Lipawą, na wąskim kawałku lądu pomiędzy Bałtykiem a jeziorem Lipawskim (Liepajas ezeres) znaleźliśmy camping. 2 Łaty od osoby plus 1 łat za auto. Trzeba było rozbić namiot. Pole znajdowało się nieopodal elektrowni wiatrowej, tuż przy ruchliwej drodze Via Baltica.
    Ostatni raz namiot rozbijałem może z 15 lat temu. Tym razem miałem motywację. Spać. Słońce już zaszło, księżyc zaczął wschodzić. A ja zabieram się za namiot. Przy świetle latarki przeglądam skróconą instrukcję, napisaną w języku polskim, ale zawierającą słowa z którymi jak nie-harcerz, nie miałem okazji się zetknąć. Po 30 minutach prób i błędów namiot stał. Nie mogę tu pominąć faktu obecności komarów. Było ich tyle że nie dało się oddychać bez zaciągnięcia kilku Składanie namiotu dopingował fakt, że komary miały w swoich komarowych dupach fakt, że spryskaliśmy się od stóp do głów Off’em. Dało to tyle, co nic, jak gryzły, tak gryzły.


    Namiot stoi, pora napompować nabyty w supermarkecie materac, wraz z którym nabyto pompkę. Marta stwierdziła, że pompka się sama zepsuła i pobiegła do samochodu wybijać tam resztki komarów. Naprawiłem pompkę i po kwadransie spanie było ok.
    Poranek. Ból głowy. Kręgosłupa. Auuu. Ból egzystencji. Godzina 5 rano. W nocy było zimno, drogą jeździła kupa samochodów, a wiatrak w tle wydawał regularny szum. Równie dobrze mogliśmy nie spać. Aha. Na campingu był prysznic. W nim niespodzianka. Przy kurku napis AUTO 35C. Jeżeli myślisz, że chodzi o to, że woda ma zawsze 35C to się mylisz Woda miała temperaturę z zakresu 5-35C, o tym jak się korzysta z takiego prysznica nie będę nawet wspominał

    Dzień 3
    Trasa: Znowu Łotwa. Liepaja, Kuldiga, Jurmala, Riga, Sigulda.

    Pobudkę opisałem już w dniu poprzednim. Pora zjeść żelazną rację w wykonaniu dzieci z Chin (zupka). Kierunek Kuldiga.
    Dotarliśmy w miarę szybko, po drodze miła niespodzianka. Wszyscy kierowcy dają sygnał. Po chwili widzimy policyjną ładę (odpowiednik naszego „dużego” fiata). Kuldiga to bardzo malownicze miasteczko nad rzeką Venta. Znajdują się tutaj trzy warte zobaczenia zabytki. Most ceglany, jeden z najdłuższych w Europie.


    Najszerszy wodospad w Europie (Ventas Rumba) o długości 249m. Co ważne – można się w nim kąpać, co udowodnili tubylcy


    Najwyższy wodospad na Łotwie. Nic ponad normę, no chyba że powiem o dostępie, żeby zrobić zdjęcie na którym cokolwiek widać z owego wodospadu trzeba zaryzykować życie. Pod krzakiem, na występie z gliny, pomiędzy gałęziami. W jakiś sposób żyję i mam zdjęcie


    Jedziemy dalej. Cel Jurmala, część trasy prowadzi sławnymi traktami pylnymi. Jeżeli ktoś lubi jazdę po szutrach, to tutaj będzie miał jak w domu. Ja uwielbiam, ale nie powiem, że chciałbym również kiedyś przejechać się po takim trakcie czymś z aktywnym dyferencjałem na 50/50 mocy. Cóż, marzenia Przez dużą część trasy towarzyszy nam po obu stronach drogi relikt poprzedniej epoki. Barszcz Sosnowskiego, miał być magiczną rośliną. Nie, nie – nie zamieniającą metal w złoto, ale prawie. Dzięki świetnej aklimatyzacji w naszych warunkach oraz bardzo szybkim przyrostom i olbrzymim rozmiarom (do 4m) była idealna do robienia z niej kiszonki dla trzody. Problemy były dwa. Trzoda miała potworne wzdęcia po takiej kiszonce I w rezultacie w ogóle nie chciała tego jeść a po drugie – barszcz powodował dotkliwe poparzenia skóry. (podając za Panią M. Jakóbczyk: „U ludzi, zetknięcie skóry z tymi roślinami wywołuje uczulenia na promienie słoneczne. Powodowane jest to obecnością w roślinach furanokumaryny, będącej prenylowaną formą kumaryny. Substancja ta rozpuszczalna w tłuszczach i rozpuszczalnikach organicznych występuje jako składnik olejków eterycznych, które mogą przenikać przez skórę wywołując efekt fotodynamiczny i prowadząc w konsekwencji do poważnych oparzeń z martwicą skóry włącznie.” Miałem kiedyś kontakt 1 stopnia z barszczem i do dzisiaj mam blizny


    Po obu stronach drogi po horyzont mamy łany barszczu. Ktoś chce iść na spacer albo siusiu?


    Pora na obiad. Zatrzymujemy się przy spalonym młynie, oczywiście nadal na trakcie pylnym. Masło kupione w markecie ma teraz formę płynną. Dobry chlebek polewamy masłem i razem z powidłami jemy. Ale nie ma tak lekko. Co pare minut przejeżdża jakiś samochód i wzbija tumany kurzu. Czyli do kanapki dodajemy również kwarc


    Już jesteśmy w Jurmali. Zmęczeni po drogach pylnych, poszukujemy kąpieliska. Trafiamy na park rozrywek akwaidalnych Nemo. Harcom nie było końca. Pomijam kwestie bezpieczeństwa i fakt że aby nie urwać dziecku głowy musiałem zrobić szpagat Nareszcie woda. Ale nie ma lekko. Dzisiaj jeszcze 150km do zrobienia. Jedziemy do Siguldy, przez Rygę.


    Mają nawet ładny Pałac Kultury, tylko skąd my go pamiętamy?

    Dojazd prosty. Poradnik Pascala poleca hotel tuż koło zamków, przy samych jaskiniach itd. Same atrakcje. Szukamy hotelu. Tu gdzie miał być stoi jakiś rozwalający się relikt poprzedniej epoki (drugi tego samego dnia ). Blok w środku lasu. Napis remont. W byłej stołówce napis świadczący że owa ruina to hotel w którym mieliśmy mieszkać. Dobrze że jest nieczynny. Wracamy do Siguldy. Mamy nocleg, miejsce piękne, hotel **** gwiazdki i kryty strzechą. Lux! Czy wspominałem o tym że na Łotwie gwiazdki hotele przyznają sobie same? Wszystko fajnie, tylko woda śmierdzi Okazało się że zawartość tlenku metalu w wodze jest taka że rdza osadza się na dnie szklanki ALE! Po raz pierwszy od trzech dni widzimy ciepłą wodę. Łzy w oczach

    Dzień 4
    Trasa: Sigulda, Valmiera, Ainazi, Parnu.

    Zwiedzanie Siguldy. Rejon oszałamia wręcz widokami. Nad wspaniałą doliną rozlokowano aż 4 zamki i pałace.


    Nad tą samą doliną znajduje się most i nad nim kolejka linowa. Masa atrakcji, trzeba wcześnie wstać. Jak pomyśleliśmy tak zrobiliśmy. O 11 byliśmy już na nogach i to dosłownie. Najpierw pomysł żeby skorzystać z kolejki linowej i zrobić zdjęcia z góry całej dolinie. Wszystko pięknie. 3 Łaty zostawione w kasie i jedziemy.


    Piękny widok, ohh i ahh. Dojeżdżamy na druga stronę. Miła pani kierowniczka składu czeka aż ostatnia osoba wysiądzie i błyskiem zamyka drzwi. Wszyscy osłupiali patrzą jak wagonik znika w dali No i pora skorzystać z nóg. Ze 3 km po krętym górzystym terenie. Widzimy sławne jaskinie, most z dołu i w końcu docieramy do miejsca skąd kolejka odjeżdża, tylko tyle że na górę wiedzie jakieś 500 stopni, jest stromo… Marta wymięka w połowie, mam ją nieść. Mój śmiech spłoszył ptactwo leśne Ja też padam. Ale po kwadransie jesteśmy na górze. Czy mieliśmy za złe Pani w kasie że nie powiedziała o tym że wycieczka w jedną stronę? Tak! Ale nie powiem, co mówiliśmy na ten temat, bo wątek ten czytać mogą nieletni (Edit by Marta: patrz pkt 3 założeń autorstwa Slawka)
    Dotarliśmy do samochodu. Głupie, ale stał na nasłonecznionym miejscu… Spoceni wsiadamy do sauny…


    Pora zobaczyć odbudowany zamek. Jaka ładna wieża! Jasne że wchodzimy! Tup, tup, tup… kolejne 400 stopni. Widok może i ładny, ale nogi miałem już w uszach.

    Pora obiadowa, niedaleko świetna restauracja, skorzystaliśmy. Ceny akceptowalne. Nazwa nieznana


    Ostatni etap Siguldy, czyli sanatorium mieszczące się nad tą samą doliną, w bardzo ładnym pałacu. Pora jechać dalej. Zmęczeni jesteśmy mimo wczesnej pory już bardzo. A tutaj trasa wiedzie już do Estonii. Trzeba dojechać do Parnu.

    Żegnamy się nareszcie z łotewskimi drogami i wjeżdżamy do kraju, który uważa się sam za Skandynawię Chyba na tej samej zasadzie, co hotele na Łotwie nadają sobie gwiazdki Ale fakt że różnica jest ogromna. O ile Litwa i Łotwa to tak naprawdę dawna Polska i wszystko tutaj takie samo jak u nas, to w Estonii Polaków nie było nazbyt długo Widać od razu różnice w stylu budowania. Docieramy do Parnu. Ceny z kosmosu, zwłaszcza hoteli.
    Może wyjaśnię „z kosmosu”, wyjeżdżając tu spodziewaliśmy się zastać poziom cen o przynajmniej próg niższe od naszych
    No nic, hotele to porażka. Szukamy dalej. Marta przypomina sobie że wcześniej na trasie przed Parnawą widziała camping. No to jazda. Docieramy na miejsce.


    Za 500 koron wynajmujemy bardzo elegancki domek w skład którego wchodzą kuchnia, sypialnia, łazienka oraz SAUNA. Jak pomyśleli tak zrobili i zamieszkali w saunie na stałe. THE END. No cóż to zbyt piękne ktoś musi przecież wrócić do Polski

    Ale sauna to piękna sprawa, zwłaszcza że filozofia budowy jest banalna. A ten efekt... Po tylu latach znowu w saunie. Ehh, po prostu luksus. Pora spać, jutro cel odległy i ważny – Tallinn.

    Dzień 5
    Trasa: Parnu, Tallinn, Paldiski, Haapsalu, Parnu.

    Zdecydowaliśmy że obecne lokum w zupełności nam odpowiada i jest dobrą bazą wypadową do zobaczenia tego co chcemy. Początek dnia od pożywnego śniadanka z naleśnikami i jazda. Docieramy do Talina. Nareszcie mapy znowu działają i wiemy, gdzie jesteśmy Co za miła odmiana po Łotwie. Oczywiście co kraj to obyczaj i własne znaki drogowe, jak zobaczyliśmy ten, to nie mogłem dalej prowadzić, bo tak mnie brzuch ze śmiechu bolał:


    Dojeżdżamy do Tallińskiej starówki. Jakieś parkomaty, kto by zwracał na to uwagę Jakie ładne to, jakie ładne tamto. Wszystko ładne. O jakiś kościół, jaka ładna wieża.


    Można wejść Super! Tup, tup… i tak prawie 500 razy… docieramy na wysokość około 100m. Nogi w pępkach. Jakiś Włoch człapał za nami i wydał z siebie na koniec „Alleluja!” Widok wart wspinaczki. Wszystko sfotografowane z góry.


    Schodzimy. Kropla deszczu spada na rękę. Za nią 3, 5 i 10… a za nimi wiadro Leje jak z cebra, koniec zwiedzania
    Jemy obiad i żegnamy się z Talinem z bólem serca. Ale tu jeszcze kiedyś wrócimy na dłużej. Jedziemy dalej. Docieramy nad wspaniałe klify.


    Nad nimi parking. Chwytamy aparat i schodzimy z parkingu tuż nad samo morze. Wali rybami na 100km. Smród aż mdli, ale widok bardzo ładny. Chodzimy przez kwadrans i wracamy. Na klifie stoją państwo młodzi i goście. Piją szampana i rzucają życzenia w formie samolocików na wiatr. Bardzo to romantyczne… Napisaliśmy coś od siebie i dodaliśmy do walającej się poniżej makulatury. Spełni się na pewno.


    W drogę. Jedziemy kolejny kawałek na największy wodospad Estonii. Jest naprawdę piękny. Tylko czemu moje drzwi już się nie zamykają ? Kluczyk nie wchodzi do końca… Co jest grane? A co to za dziwne nacięcie we wkładzie? Pot na czole. K#%$#% wiem!


    Jak sobie romantycznie hasaliśmy po klifach to ktoś próbował zaje#$@ nasze auto! Całe szczęście widać że Estończycy to partacze, bo łamak im się złamał Ale już czujemy stres. Jak tu teraz zostawiać auto, jak ktoś może je zwinąć? W sumie sprawa prosta, centralny jest, od pasażera można zamykać, a teraz nikt już nie da rady się włamać od mojej strony


    Dobra. Obok wodospadu jest wiszący most. Nowożeńcy mają w zwyczaju zawieszać na nim kłódki z dniem ślubu oraz imionami. Cały most aż się ugina, mimo że kłódki nie są aż tak stare… bo najwyżej sprzed 2-3 lat…

    Lecimy dalej. Paldiski. Stara latarnia, nowa latarnia i klify. Jedzie się do tego przez miasto duchów. Do 1992 zamknięte dla cywili, nie było na żadnych mapach. Obiekt szkoleniowy marynarki wojennej ZSSR. Koniec Świata albo nawet dalej. A tutaj roboty drogowe. Okazuje się że na owy koniec świata i dalej wylewany jest cały nowy dywan asfaltu… To znaczy dbać o dojazd do zabytków. Widok z klifów piękny. Wszystko lux… no cóż, wracamy. Przejeżdżamy już tylko koło rafinerii (a może wspomogą kropelką? )


    Padise okazało się czarnym koniem tego dnia. Stary klasztor z 1240 roku. Zbudowany z białych kamieni. Częściowo rozsypujący się i będący aktualnie w remoncie obiekt klasy zerowej. Zwiedzanie go dostarczyło niesamowitych wrażeń, czego nie oddadzą żadne zdjęcia. Prawdziwa ruina którą można było zobaczyć z każdej perspektywy…


    Kolejny punkt to zamek w Haapsalu. Również w trakcie renowacji. Zwiedzaliśmy go już o zmroku. Płonęły pochodnie i świece tworząc mistyczną atmosferę którą uzupełniał odbywający się właśnie koncert muzyki średniowiecznej.
    Przy okazji zgłosiliśmy na policję próbę kradzieży auta. Co ciekawe nawet nie dostaliśmy pałą ani nie wsadzili nas do aresztu na kilka dni, cóż może miałem zbyt złe zdanie o republikach post-sowieckich ?

    Wracamy do Parnu. Jest 23. Po dniu pełnym wrażeń, przyjdzie nam się zmierzyć jeszcze z trzema ledwo trzymającymi się na nogach panami. Parkujemy autko pod krzakiem, zmykamy do domku, i słyszymy jakieś zamieszanie. Z domku obok wynurzają się wspomniani panowie, jak się okazało parę piw później, uczestnicy doszkalania na międzynarodowe prawo jazdy, i obwą****ą nasz samochód, a zwłaszcza pod kątem rejestracji, po czym słyszymy sabaka!. Myślimy że nas wyzywają za jakieś dawne związki z wiadomym związkiem, ale…. Po chwili słyszymy w zdaniach „Czietyrej tankisty i sobaka” no i się zaczęło spotkanie na szczycie. Korzystając z języków rosyjskiego, angielskiego, estońskiego, niemieckiego i migowego udało nam się dogadać Ile śmiechu było to historia, ubaw po pachy. Zaprosili nas na wyspę z której pochodzą – Saarema. Niestety z braku czasu i gotówki ten punkt musi poczekać do następnego roku.
    Rozpalamy w saunie i wypoczywamy. Ehh, Estonia

    Dzień 6
    Trasa: Parnu, Valka(Valga), Ryga, Jelgava.

    Żegnamy się już definitywnie z tym wspaniałym noclegiem. Jedziemy do przejścia Valka (Valga), zwiedzamy wszystko w drodze. Dużo tego było, ale nic co by zaparło dech w piersi. Wracamy do Łotwy. To boli. Jedziemy do Rygi. Znowu jedziemy na wyczucie („Ciekawe kto tu MIAŁ pierwszeństwo?”; „Jak miniemy XXX ulicę to skręcamy w YYY” „XXX minęliśmy 10 minut temu….” ) Parkujemy w bardzo bezpiecznym miejscu. Patrzy na nas z 10 kamer. Żeby zaparkować musiałem wjechać w zakaz wjazdu i stanąć na zakazie, ale kto by na to patrzył? Lepiej niż na parkinug strzeżonym. Zwiedzamy. Wszystko ciekawe, ładne. No cóż, miasto jak miasto… Wracamy powoli do auta i zaczynamy zwracać uwagę na znaki i inne takie. Okazuje się że dookoła naszego auta są: Skarbiec Państwowy, Bank centralny, parlament i pałac prezydenta Już wiemy po co te kamery i zakaz zatrzymywania i postoju
    O Rydze powiedzieć trzeba jedno. Tutaj wytwarzane jest 70% krajowego PKB. Ryga jest droga. Nawet byle fastfood jest pioruńsko drogi. Najlepiej wziąć suchary…

    Jesteśmy załamani, próbujemy wyjechać z Rygi do Jurmali żeby tam szukać noclegu. Jurmala znajduje się kilka kilometrów od Rygi. Jest to bardzo rozwinięty i ciągnący się kilometrami kompleks turystyczny. Są tu też domy letnie najbogatszych… No i hotele. Ile może kosztować zwykła „dwójka” ? Średnio 100 łatów (600 pln)… Szczęki zebrane z podłogi. Kierujemy się znakami. „O hotel!”, idę do recepcji i okazuje się że to szpital. Ehhh… Łotwa, trzeba coś jeszcze dodać? Omijać! Z determinacją stwierdzam że dotrzemy do do celu podróży, czyli do Jelgavy. Wydaje się to proste? Nie na Łotwie, pamiętacie co pisałem o mapach? Tak samo jest tutaj. Po ponad godzinie błądzenia wyjeżdżamy na drogę do Jelgavy. Jest już około 1 nad ranem gdy docieramy na miejsce. Marta znajduje w Paskalu info o tym że w Jelgavie nie ma bazy turystycznej…. Tylko jeden hotel.. Jak tam cholera trafić w środku nocy? Jedziemy na stację, może tam nam pomogą. Boże jest już tragicznie! Stacja samoobsługowa. Stoi jeden samochód. Jakaś pani pod 50. Myślę „jesteśmy zgubieni”, jak mamy się dogadać? „Hi do you speak English?; Yes, ofcourse, What can I do for you?” ręce mi opadły. O pólnocy spotkać tu kogoś kto mówi po angielsku.. I po Polsku Trafiliśmy na miejsce. 32 łaty za apartament. A co, trzeba się cholera wyspać! Jest naprawdę dobrze. Apartament jest w zamkniętej części hotelu. Niesamowite.

    Dzień 7
    Trasa: Jelgava, Pilsrundale, Riga, Jelgava.

    Dzień z założenia do odpoczynku. Musimy jechać do Rygi zmienić kasę, bo wszystko zamknięte. Chcemy jechać też zobaczyć najwspanialszy pałac na Łotwie a może i na całych inflantach ?

    Wstajemy około 10. Śniadanie. Powoli dochodzimy do siebie. Lecimy do Pilsrundale. Dojazd jak na łotewskie oznaczenia całkiem OK. Zwiedzamy jakieś tam poboczności i docieramy do Pałacu.




    Warto zobaczenia na żywo. Ale za 10 lat. Bo teraz remonty, remonty i jeszcze raz remonty. Ogród jest odbudowywany. Będzie naprawdę piękny. Ale niestety za jakiś czas. Mimo to miejsce jest obowiązkowym punktem do zobaczenia. Reszta dnia upłynęła na dotarciu do Rygi, obłowieniu się w miejscowym markecie w łakocie i odespaniu. Fajna sytuacja była w markecie:

    Ja: Hi, do sou speak English?
    Ekspedientka: No… Gawaricje pa ruski?
    Ja: Niemnoszko….

    Śmiechu mieliśmy na 10 minut


    Aha, no i udało mi się zrobić zdjęcie takiemu oto zabytkowi

    Dzień 8
    Trasa: Jelgava, Eleia, Meitene, Panevezys, Vilnius, Troki, Mariampol, Igliski, Budzisko, Suwałki, Augustów, Ełk, Olsztyn.

    Nareszcie wydostajemy się z Łotwy. Co jak co, ale ten kraj w ogóle nam nie odpowiadał. Przekraczamy granicę i kierujemy się do Wilna. W trasie jeszcze wstępujemy na Górę krzyży pod Szawle.


    Miejsce w którym na bardzo małej przestrzeni zgromadzono ponad 60.000 krzyży. Gdy mocniej wieje wiatr krzyże zaczynają się obijać o siebie, co wraz z widokiem takiej ilości krzyży wywołuje ciarki. Niewątpliwie prawdziwe przeżycie duchowe.


    Droga wiedzie autostradą niespotykanego rodzaju Dwa pasy i awaryjny… Dziwne, bo przyzwyczajony jestem do tego że autostrada musi mieć 3+1… Cóż, co kraj to obyczaj. Nareszcie można trochę docisnąć. Szukamy królika który ściągnie na siebie uwagę praworządnych i po chwili JEST! VW Phateon (taka vectra). Koleś próbuje się urwać, Marta zaczyna się trzymać mocniej. Doszliśmy do 196kmh i po pewnym czasie facet sobie odpuścił (czyt. królik się zepsuł) W takim tempie błysk i jesteśmy w Wilnie. Zwiedzamy Wilno, tempo szybkie.


    Ostra brama, kilka najważniejszych zabytków. I zaczynamy liczyć zawartość portfela. Okazuje się że jesteśmy bardzo mocno w plecy. Pada decyzja. Wracamy do domu.


    Cóż, mus to mus. Jedziemy jeszcze przez Troki. Jeden z najpiękniejszych zamków, świetnie odrestaurowany. Olbrzymie znaczenie ma tutaj lokalizacja zamku na wyspie. Szkoda że nie miałem statywu, ale i tak właśnie tutaj skończyły się nam baterie.

    Lecimy dalej. 14km przed Mariampolem na środku drogi w jakiejś wsi leżą zwłoki. Widok nieciekawy. Zwalniam. Widzę że zamiast butów wystaje… słoma Do okoła brak śladów szkła po ewentualnym wypadku. Szybka decyzja, redukcja na 2 i z piskiem lecimy dalej. Zgłosimy w Mariampolu na komisariacie że ktoś próbuje wyciągać auta. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Tym razem również nie dostaliśmy pałą policyjną A w zamian za pomoc dostaliśmy eskortę policyjną do granic miasta Dalsza droga przebiegła już bez ekscesów.
    Po tylu latach nareszcie był prawdziwy urlop, tylko dlaczego jesteśmy aż tak zmęczeni ?
    Aha, a w Polsce zaskoczenie – benzyna za 4.49 za ON95! Szara rzeczywistość….
    Ostatnio edytowane przez SoBal ; 03.Sep.2005 o 08:12
    Core i7 2600K @ 5GHz | XFX Radeon HD5870 Referent | Patriot 2133 8GB | 2x OCZ Vertex 3 MAXIOPS SSD | CoolerMaster HAF 932 | Antec TP-750NEW | Wszystko wodowane na EK WaterBlocks!

  2. #2
    Już tylko użytkownik SEBAW zero jak zero Avatar SEBAW
    Zarejestrowany
    03.Jan.2004
    Skąd
    W-ń
    Postów
    4,921

    Domyślnie

    Ten ma dobrze.
    Chłopaki mamy pole do popisu...
    Skrzynia:
    sebawl[małpa]tlen.pl

    Mój sprzęt:
    Athlon 64 3500+ | Asus A8V Deluxe | 2x1GB DDR GeIL | XFX nVidia 7600GT 580MHz_1.5GHz | Hitachi 120GB 7200obr/min 8MB Cache | Hitachi 320GB 7200obr/min 8MB Cache | BenQ DW1650 | Optiarc AD-7203A | LG DRD8160B | Logitech Media Keyboard | A4Tech X-750BF | Philips Brilliance 109P | NeoTEC V4200 | a wszystko dogrywa > Logitech Z-2300 THX | oraz > Creative Fatal1ty |

  3. #3
    MD 'n MSc but not PhD Morphy ma szanse Avatar Morphy
    Zarejestrowany
    16.Aug.2005
    Skąd
    Poznan
    Postów
    66

    Domyślnie

    Cytat Napisał SoBal
    Hej,
    Ostatni etap sezonu urlopowego przed nami (przynajmniej niektórymi). Mamy w planach z lepsza połowa spędzić ten czas dość aktywnie. Stąd też prośba do osób które były kiedyś w konkretnym kraju, by zasugerowały coś ciekawego do zobaczenia. Googlujemy już pare dni, trasa w sumie gotowa, wyjazd chyba w sobote.

    Litwa (Wilno i okolice)
    Łotwa (Park narodowy Gauia i miasto Sigulda (zamki) W Estonii klify nadmorskie)
    Estonia
    Finlandia, Helsinki (2 dni, archipelag to dzień 1 i dzień drugi to jeziora)
    Bawcie sie dobrze!

    I koniecznie pochwalcie fotami!

  4. #4
    Starszy plutonowy Nikita_Bennet zero jak zero Avatar Nikita_Bennet
    Zarejestrowany
    23.Dec.2003
    Skąd
    Skandawa
    Postów
    288

    Wink

    Cytat Napisał SoBal
    ......
    Litwa (Wilno i okolice)
    .......
    koniecznie opiszcie jak bylo gdyz moze mi się uda zwiedzic co nieco w tym kraju


    a tak wogle to podepne się do tematu.
    co warto zwiedzić w anglii.
    prosze nie piszcie ze kluby, imprezki i lokalne puby bo to juz mnie męczy.

    serio siedze tu prawie 8 miesięcy i mam troszkę czasu na zwiedzanie ostanio.
    zresztą dojechalo paru kumpli i są dwa samochodziki i jak nic nie nawali to by się cosik obejrzalo.


    pzdrwm Nikita_Bennet
    "Whether we are based on carbon or on silicon makes no fundamental
    difference. We should all be treated with appropriate respect."
    Sir A C. Clarke

  5. #5
    Zastepca vice-szeregowego pawelblu zero jak zero Avatar pawelblu
    Zarejestrowany
    30.Dec.2003
    Skąd
    Wawa
    Postów
    291

    Domyślnie

    Dzisiaj rano dostalem sluzbowe info ze sobal wyjechal. Ten to lubi sie spozniac ('wyjazd chyba w sobote.')
    pozdroovy
    NO OFFENSE

    Matplaneta zróżniczkuje, przecałkuje, pierwiastkuje...

  6. #6
    Laser
    Gość

    Domyślnie

    hehe tak zgadza sie byla mala odprawa - nie powiem poslizg ma niezly, ale co tam nadrobi ( gorzej juz w nederlandach - tam wiecej fotoradarow przypada na mieszkanca niz w kazdym innym kraju, a przepisy odnosnie przekraczania predkosci i ich egzekwowanie stoja na poziomie permanentnym )

  7. #7
    bgn
    bgn jest nieaktywny
    . bgn zero jak zero Avatar bgn
    Zarejestrowany
    30.Dec.2003
    Skąd
    Dolny Śląsk
    Postów
    96

    Domyślnie

    Cytat Napisał SoBal
    Hej,
    Ostatni etap sezonu urlopowego przed nami (przynajmniej niektórymi). Mamy w planach z lepsza połowa spędzić ten czas dość aktywnie. Stąd też prośba do osób które były kiedyś w konkretnym kraju, by zasugerowały coś ciekawego do zobaczenia. Googlujemy już pare dni, trasa w sumie gotowa, wyjazd chyba w sobote.

    Litwa (Wilno i okolice)
    Łotwa (Park narodowy Gauia i miasto Sigulda (zamki) W Estonii klify nadmorskie)
    Estonia
    Finlandia, Helsinki (2 dni, archipelag to dzień 1 i dzień drugi to jeziora)
    Estonia -jedź do Narvy - to i tak po drodze do Finlandii.
    Do pierwszych trzech krajów weż:
    -wegiel aktywny medyczny
    -sulfaguanidynę ( lub coś o podobnym działaniu)
    - paczke pampersów Maxi , jakby pierwsze dwie pozycje nie zadziałały
    - troche dolarów w odcinkach 1 i 5 - w powszechnym rosyjskim jezuku dolar nazywa sie babka - w związku z tym na propozycje"nu dawj babku" siegnij do kieszeni a nie oddawaj Marty
    - cos na karaluchy - dla lepszego samopoczucia - bo i tak nic nie działa, ale człowiek lepiej się czuje.
    Zycze miłych wrażeń
    PS Edit - trochę się spóźniłem z radami - mam nadzieje, ze wroci autem - bo benzyna tam kiepska - to to bedzie test na toyoty
    Ostatnio edytowane przez bgn ; 23.Aug.2005 o 07:54

  8. #8
    Już tylko użytkownik SEBAW zero jak zero Avatar SEBAW
    Zarejestrowany
    03.Jan.2004
    Skąd
    W-ń
    Postów
    4,921

    Domyślnie

    Cytat Napisał pawelblu
    Dzisiaj rano dostalem sluzbowe info ze sobal wyjechal. Ten to lubi sie spozniac ('wyjazd chyba w sobote.')
    Widzę, że Ty jesteś jego konsultantem.
    Skrzynia:
    sebawl[małpa]tlen.pl

    Mój sprzęt:
    Athlon 64 3500+ | Asus A8V Deluxe | 2x1GB DDR GeIL | XFX nVidia 7600GT 580MHz_1.5GHz | Hitachi 120GB 7200obr/min 8MB Cache | Hitachi 320GB 7200obr/min 8MB Cache | BenQ DW1650 | Optiarc AD-7203A | LG DRD8160B | Logitech Media Keyboard | A4Tech X-750BF | Philips Brilliance 109P | NeoTEC V4200 | a wszystko dogrywa > Logitech Z-2300 THX | oraz > Creative Fatal1ty |

  9. #9
    Porucznik nimal zero jak zero Avatar nimal
    Zarejestrowany
    30.Dec.2003
    Skąd
    Poznan or Matrix
    Postów
    984

    Domyślnie

    heh, planuje wiosna jechac do Grecji samochodem
    ale ludzie mnie troche poprzerazali - kazdy odradza - bo:
    - w serbii wizy
    - w rumuni i bulgarii niebezpiecznie
    a trzeciej drogi ladowej nie ma
    czy ktos wie jak to wyglada - czy da sie bedzpiecznie przejechac przez rumunie i bulgarie jednego dnia (kilometrowo sie da, ale po drodze granica - o nie wiem jak tam drogi wygladaja) i czy nie grozi to strata Zony i innego majatku?

    albo, ze wlasciwie nic jeszcze w ten (samochodowy) sposob nie zwiedzalismy, to moze co byscie polecili, byle bylo w miare milo i przyjemnie (interesuja nas zabytki i byczenie sie na plazach lub w gorach, dyskotek itp im mniej tym lepiej ), trasa powiedzmy na dwa, trzy tygodnie, tak zeby tam gdzie ciekawie zatrzymac sie na pare dni, anie zaiwanaiac po 2000km dziennie non stop
    myslelismy niesmialo nad wlochami, ale tam paliwo i autostrady trzymaja ceny - oplaca sie samolotem leciec...

  10. #10
    bgn
    bgn jest nieaktywny
    . bgn zero jak zero Avatar bgn
    Zarejestrowany
    30.Dec.2003
    Skąd
    Dolny Śląsk
    Postów
    96

    Domyślnie

    Cytat Napisał nimal
    heh, planuje wiosna jechac do Grecji samochodem
    ale ludzie mnie troche poprzerazali - kazdy odradza - bo:
    - w serbii wizy
    - w rumuni i bulgarii niebezpiecznie
    a trzeciej drogi ladowej nie ma
    ...
    jest -autem do Włoch, a potem auto na prom i do Grecji
    PS. nimal awansujesz w tempie zastraszajacym - przed nowym rokiem powinienies zostac generalem

  11. #11
    Redaktor SoBal zero jak zero Avatar SoBal
    Zarejestrowany
    17.Dec.2003
    Skąd
    Gady
    Postów
    2,120

    Domyślnie

    Tak o to jesteśmy wreszcie w domu. Dziękujemy za rady, teraz je przeczytaliśmy
    Core i7 2600K @ 5GHz | XFX Radeon HD5870 Referent | Patriot 2133 8GB | 2x OCZ Vertex 3 MAXIOPS SSD | CoolerMaster HAF 932 | Antec TP-750NEW | Wszystko wodowane na EK WaterBlocks!

  12. #12
    Kapitan rycho zero jak zero
    Zarejestrowany
    28.Feb.2004
    Skąd
    Szczecin
    Postów
    1,186

    Domyślnie

    Cytat Napisał SoBal
    Tak o to jesteśmy wreszcie w domu. Dziękujemy za rady, teraz je przeczytaliśmy
    He,he...
    Znaczy żyjecie.
    Znaczy trzeba to opić.

  13. #13
    Już tylko użytkownik SEBAW zero jak zero Avatar SEBAW
    Zarejestrowany
    03.Jan.2004
    Skąd
    W-ń
    Postów
    4,921

    Domyślnie

    SoBal koniec wakacji, więc do roboty! Nie obijać się tylko.
    Skrzynia:
    sebawl[małpa]tlen.pl

    Mój sprzęt:
    Athlon 64 3500+ | Asus A8V Deluxe | 2x1GB DDR GeIL | XFX nVidia 7600GT 580MHz_1.5GHz | Hitachi 120GB 7200obr/min 8MB Cache | Hitachi 320GB 7200obr/min 8MB Cache | BenQ DW1650 | Optiarc AD-7203A | LG DRD8160B | Logitech Media Keyboard | A4Tech X-750BF | Philips Brilliance 109P | NeoTEC V4200 | a wszystko dogrywa > Logitech Z-2300 THX | oraz > Creative Fatal1ty |

  14. #14
    Redaktor SoBal zero jak zero Avatar SoBal
    Zarejestrowany
    17.Dec.2003
    Skąd
    Gady
    Postów
    2,120

    Domyślnie

    Wszystko co dobre szybko się kończy Teraz pora pobić rekord SEBAW w pisaniu newsów
    Core i7 2600K @ 5GHz | XFX Radeon HD5870 Referent | Patriot 2133 8GB | 2x OCZ Vertex 3 MAXIOPS SSD | CoolerMaster HAF 932 | Antec TP-750NEW | Wszystko wodowane na EK WaterBlocks!

  15. #15
    Szeregowy MaciejT zero jak zero Avatar MaciejT
    Zarejestrowany
    31.Dec.2003
    Skąd
    Bydgoszcz
    Postów
    41

    Domyślnie

    He he he he he he he

    Jak zaczalem sie smiac to nie moglem przestac
    Natychmiast przypomnial mi sie zeszloroczny sluzbowy wyjazd na Łotwe (Ryga i Jurmala)
    Potwierdzam wszystko co tu przeczytalem (pobieznie ale jednak) o Łotwie. Z moich doswiadczen to tak: do konca Litwy wszystko sie zgadza, drogi sa swietne (10 razy lepsze niz u nas, malo zakretow - bardzo proste, same obwodnice - na cala Litwe przejechalismy chyba przez 1 miasto/wies + 1 miasto po obwodnicy. Generalnie jakby sie uprzec to mozna bez problemu jechac przez caly kraj 200km/h, tylko trzeba uwazac na Policje z laserowymi "czujkami", ale to tylko kolo Wilna), wszyscy kierowcy kulturalni (oprocz Polakow) i jada przepisowo. Na Łotwie juz gorzej, drogi troche gorsze (i tak lepsze niz u nas), juz przejezdza sie przez miejscowosci (chociaz dziwnie malo), kierowcy tez jezdza w miare przepisowo. Oznaczenia drogowe - im dalej wglab kraju tym gorzej (na Litwie tak jak u nas - wysoki poziom). Przewaznie jest jakas droga a oznaczenia nie ma, albo sa rozjazdy i dalej nie jest wyjasnione gdzie co prowadzi. Mozna sie zgubic. Polska mapa Europy tez ma sie nijak do rzeczywistosci, takze co najmniej pol godziny do godziny nalezy dodac sobie do planowanego czasu podrozy. Do samej/go Jurmala dojechalismy prawie bez problemow. Ludzie sa tam mili i kulturalni, ostro przestrzegaja przepisow, np: zaparkowalismy w jakims miejscu i dzwonimy do osoby kontaktowej, ze jestesmy tu i tu (jakas ulica i co widzimy, no bo trafic tam gdziekolwiek dla kogos niewprawionego nie jest latwo). Facet przyjechal, zaparkowal kolo nas - z braku miejsca polowa samochodu na przejsciu dla pieszych. Wyszedl tylko powiedziec nam ze pojedziemy w umowione miejsce i mamy za nim jechac, a w tym momencie jakis starszy pan chcial przejsc przez pasy. Zwrocil uwage, ze ten stoi na pasach, i ze tak nie moze byc (nie przeszedl, tylko zaczekal az zwolnimy mu pasy), a nasz facet kontaktowy grzecznie go przeprosil. U nas nikt by nie zauwazyl ze pol samochodu stoi na pasach, i przeszedlby zwyczajnie. Co do noclegu w Jurmala - mielismy zapewniony w ramach wizyty sluzbowej. Bylo ok. Aha, jeszcze odnosnie kultury: szef duzej i w miare bogatej firmy (produkcja w Adazhi (kolo Rygi), gdzies jeszcze na Łotwie i na Bialorusi) ze wszystkimi pracownikami firmy (nawet "robolami"!) jest tam na "ty". Kontakty typu "czesc" i normalna luzna rozmowa (z szefem) sa codziennoscia, i to nie tylko w "biurach" - gdziekolwiek, nawet na produkcji - nie do pomyslenia u nas. Bardzo pozytywne wrazenie. A jaka atmosfera w pracy, az sie chce pracowac.

    Wyjazd z Jurmala to juz nielatwa sprawa. Przegapilismy jeden wyjazd w kierunku Litwy (omijajacy Ryge - vide "Polska mapa Europy") i znalezlismy sie w Rydze. Wtedy poczulismy co to naprawde znaczy popelnic blad. Oznaczen wszystkiego zdecydowanie za malo zeby jakos sie "odnalezc". Wpadlem wiec na pomysl, ze skoro jadac dwoma roznymi trasami minelismy ta sama stacje Statoil, moze tam dowiemy sie jak wyjechac z tego labiryntu. Szczescie ze na stacji byla mapa Rygi, bo z obsluga nie dalo sie porozmawiac, a na migi tez nie szlo. Dobrze ze byla to mapa "statoil", z zaznaczona lokalizacja akurat tej stacji w miescie. Tak wiec na czuja obmyslilem trase wyjazdu i nanioslem niezbedne poprawki na Polska mape. Skierowalismy sie na drogi. Po kilku probach utrafienia na dana ulice (drogowskaz byl, i nawet wskazywal kierunek, szkoda tylko, ze dotyczyl jednego skrzyzowania naprzod wzgledem siebie, oczywiscie bez wyjasnienia tego faktu. Dalej tez nie bylo rozowo. Zamiast skrzyzowania (na mapie) byl jakis "wygibas" dwupoziomowy - niedawno wybudowali, zapomnieli tylko o oznaczeniach. Ludzie w miescie nie byli pomocni ze wzgledu na bariery komunikacyjne. Ktos tylko wskazal, ze "tu w lewo, w dol, i od razu w prawo". I tak oto wyjechalismy z miasta. Dobrze ze dalsza droge do granicy w miare pamietalismy. Litwa - wiadomo, zero problemow.
    Poruszalismy sie jedynie glownymi drogami, jakby ktos pytal (te najbardziej glowne, wedlug mapy).

    Ciekawe, ze podroz przez dwa kraje jest krotsza niz sam dojazd w Polsce. Wrazenie bylo takie jakbysmy z autostrady wsiedli do jakiegos rollercoastera - slalom miedzy dziurami, wyprzedzanie, same zakrety, co chwile jakas wiocha i dzieciak w kazdej chwili moze wybiec na droge...

    Polska to jednak tragedia, w sprawie drog nigdy nie dogonimy nawet Litwy - o objazdach wszystkich miast trzeba bylo pomyslec budujac siec szkieletowa drog, czyli daaawno daaaaaawno temu. Teraz, gdy juz drogi mamy, bedziemy na okraglo latac w nich dziury, ktore na okraglo beda powstawaly z powodu przeciazenia tychze drog...

    Pozdrawiam
    Ostatnio edytowane przez MaciejT ; 18.Sep.2005 o 02:03

  16. #16
    bgn
    bgn jest nieaktywny
    . bgn zero jak zero Avatar bgn
    Zarejestrowany
    30.Dec.2003
    Skąd
    Dolny Śląsk
    Postów
    96

    Domyślnie

    SoBal -nie dziw się nad ilością pasów na autostradzie - jak pojedziesz z Wrocławie w stronę dzikiego zachodu to zobaczysz autostradę nowobudowaną o takiej konstrukcji - dwa pasy i mniej więcej co parę kilometrów zatoczka awaryjna. Tylko jak zmusić autko żeby .... sie akutar psuło w tym miejscu nie napisano. I bedzie płatna

+ Odpowiedz na ten temat

Informacje o wątku

Users Browsing this Thread

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten temat. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

     

Tagi dla tego tematu

Uprawnienia

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 30 31 32 33 34 35