Do wyborów już tylko dni kilka, a ja niestety mam bardzo nikłe pojęcie na kogo głosować. Od wielu lat, w sumie od czasu jak uzyskałem prawo głosu, najbardziej bolał mnie fakt, że biorąc udział w wyborach nigdy nie wybierałem strony proponującej największe dobro, tylko najmniejsze możliwe zło.
Żaden z polityków, których obserwuję od wielu lat nigdy nie zrealizował swojego programu. Ot, takie prawa polityki, tylko po co w takim razie mydlić ludziom oczy różnymi wielkimi czynami jakie będą miały miejsce, skoro one i tak nie będą zrealizowane. Bo co może taki prezydent? To tylko figura i przedstawiciel, ale jego realna władza ogranicza się do blokowania pewnych ustaw, ewentualnie podpisywania ułaskawień, mianowania już wybranych generałów i profesorów czy... ładnego wyglądania?
Jak w tym świetle mają się te wszystkie wspaniałe obietnice każdego z kandydatów? Przecież to tylko słowa... i znów - trzeba wybrać najmniejsze zło, zamiast największego dobra. Jak w takiej sytuacji można mówić o tym, by nasze Państwo nie podzieliło w końcu (co pewnie nastąpi za 3 lata) losu Grecji? Dług publiczny rośnie, bezrobocie rośnie, liczba plajtujących firm rośnie, po prostu same wzrosty tutaj widzę, nic tylko otworzyć piwo, usiąść przed TV i cieszyć się tym co jest nam podawane po ówczesnym przetworzeniu przez filtry odpowiedniego światopoglądu danego medium.
![]()


LinkBack URL
About LinkBacks
Odpowiedź z Cytatem
